Adamkiewicz Robert
Miłość, przechodzimy obok siebie, wznosimy ręce miłość
Przychodzi nagle, niepostrzeżenie
Spada jak rwący potok chwili
Przeszywa duszę tak szalenie
Sercu ku słońcu drogę chyli.
Blaskiem jutrzenki niepojętej
Zachodem słońca rozkwiecona
W chwili tej jednej i przystępnej
Przychodzi cicho - ona.
Ona jedyna ponad światami
Ludzkość na ziemi jakże zachwyca
Raduje serca, rozświetla dusze
I szczęście wkłada na lica.
(5.01.2002)
Przechodzą ludzie obok ludzi
Przechodzą ludzie obok ludzi
Zobojętniali, zamknięci w sobie
Żadne pół-słowo się nie budzi
Nikt nie uśmiechnie się, nikt nic nie powie.
Przechodzą ludzie szarzy, smutni
Pędzą przed siebie jak huragan
W dzień smutni ale butni
A w nocy cichy szloch i błagam.
Przechodzą ludzie obok ludzi
Zwykłe „dzień dobry” czasem nie słyszą
Żadne już słowo się nie budzi
Ludzie szczęśliwi martwą ciszą.
(4.11.2002)
pisanie(IV)
Znowu przychodzisz listopadem
Ciemną nocą zziębniętą i mroczną
Gdy ranki mgliste i blade
A noc się staje wyrocznią.
I do mózgu wlewasz mimochodem
Jakieś myśli dzikie, drapieżne
No i duszę oblewasz chłodem
Po czym serce pieścisz lubieżnie.
Potem zaś tyrańskim nakazem
Rozkazujesz - swe myśli pozbieraj
Papierowym, prostym przekazem
To co w duszy gra ci - powielaj.
(14.11.2002)
samotność w środku Europy
Samotność w środku Europy
miliony stóp depczą stary kontynent
idą przed siebie, za czymś gonią
przechodzą obok siebie, milczą
krótkie dzień dobry, czasem przelotny uśmiech
samotność w środku Europy
miliony ludzkich istnień
każdy ma swoje życie
swoje dążenia, zamiary, cele
każdy jest inny i ta inność
samotność w środku Europy
kilkadziesiąt metrów kwadratowych
pomiędzy drzwiami a balkonem
i pusty, przyciemniony pokój
za zasłoniętymi szczelnie żaluzjami
stare krzesło
i ja
samotność w środku Europy...
(29.07.2003)
Wznosimy ręce
Wznosimy ręce aż do gwiazd
Szukamy szczęścia i radości
Biegniemy za czymś po horyzont
Tak bardzo pragniemy miłości.
Wznosimy toast za pomyślność
Patrzymy sobie prosto w oczy
Siejemy ziarno i czekamy
Aż wzejdą pierwsze szczęścia kłosy.
Wznosimy ręce tuż do gwiazd
Patrzymy w niebo nasłuchując
A gdy nadchodzi szczęścia czas
Tylko stoimy... nic nie mówiąc.
(3.05.2002)
Przechodzimy obok siebie
Przechodzimy obok siebie
Cisi, milczący, ze spuszczoną głową
Ty nie patrzysz na mnie, ja na ciebie
Ciągle tylko, tylko obok.
Przechodzimy obok siebie obojętni
Ty odwracasz głowę, ja odwracam głowę
W naszych głowach zamęt myśli nieprzystępnych
Nieskalanych mową ani słowem.
I idziemy dalej w swoją stronę
Rozpierzchają nasze cienie się w oddali
Pogardziwszy sobą, choćby słowem
Pójdziemy dalej.
(7.06.2002)
(dla A.S.)
Ugrzęzły w gardle słowa czułe
Uleciały z szokiem barwne myśli
Teraz wszystko już rozumiem
Nie mam co marzyć i śnić.
W wazonie zwiędły tulipany
Które ci chciałem podarować
Trzy tulipany, jeden złamany
Pozostały tylko smutne słowa.
I wspomnienia na papierze
Kilka listów, zdjęcie jedno
Przeminęło, co nie było
Odeszło...
(27.04.2003)
kimże?
Bo kimże człowiek jest
Co nie ma w sercu Boga
I jakaż miłość to
Co stoi za nią trwoga.
Jakimże jest ten Bóg
Co bez litości każe
Jakiż miłości cud
By stawiać mu ołtarze?
(10.06.2003)
twa wspaniałość
Popatrz jak pięknie świeci księżyc
Popatrz na gwiazdę, jasno błyska
Czujesz, ten wieczór tak namiętny
Ty drżysz i jesteś taka bliska.
Wir namiętności niepojęty
Lekko kołysze wiatr listkami
A ja przy tobie jestem święty
Kiedy siedzimy pod tymi bzami.
A twoje oczy jak dwie gwiazdy
Świecą, toń nieba w nich błyska
Widać w nich tęczowe blaski
Jesteś mi tak bardzo bliska.
Świeci księżyc, pachnie jaśmin
Piękność twoja zczula, mami
Jak w przepięknej, starej baśni
Twa wspaniałość nie ma granic.
(22.06.2003)
Sami
Sam aleją spaceruję
Chociaż wokół tyle ludzi
Pustkę, straszną pustkę czuję
Nikt, nikt serca mi nie budzi.
Sama idziesz po chodniku
Oczy przygaszone masz
Usta ci się rwą do krzyku
Ale ty szczęśliwą grasz.
I wciąż sami przez to życie
Wędrujemy się nie widząc
Puste, szare, chmurne bycie
Ciągle na przód - lata licząc.
(26.08.2002)
***
A gdy poniosło to się wlecze
Rozwala dni i rwie na części
I jakby kwasem w gardle piecze
I pokazuje groźne pięści.
Rozwleka noce i poranki
Szarością, ćmą pokrywa dni
Głupio się śmieje zza firanki
I mąci spokój oraz sny.
Napełnia kroplą obłąkania
Umysł i ciało, ludzką duszę
Nadzieja puchnie od czekania
Od człowieczeństwa po katusze.
(4.09.2002)
bez tytułu
Szumią za oknem pożółkłe kasztany
Jesienny liść kolorami się mieni
Po niebie płyną skłębione barany
Ptaszek zziębnięty przysiadł na ziemi.
Mgiełka nad miastem szybko gęstnieje
Idą wolniutko zziębnięci ludzie
Piąta, za oknem już szarzeje
Pies jakiś się przybłąkał, uciekł.
Zimno przeszywa aż do kości
Chociaż to wrzesień a nie grudzień
Nienasyconym brak miłości
W jesiennym brudzie.
(23.09.2002)
|